sobota, 29 sierpnia 2009

ziew III


Ludzie przywiązują zbyt wielką wagę do rzeczy materialnych. Wydzierają się w niebogłosy, gdy tylko chcę sobie pomemłać tę wiszącą przy oknie szmatę. Powinni najpierw spróbować jakie to przyjemne!

Tydzień pierwszy polegał na próbach dogadania się z człowiekiem A i z człowiekiem B. Niestety, bez skutku. Ich miauczopodobne dźwięki były zabawne, ale z czasem coraz bardziej irytujące. Aż tu nagle …
Wielka biała wycieczka z człowiekiem A do paszczy lwa . Bez szczegółów lokomocyjnych- stres, koci dom mobilny, biało, biało biało, turkoczący korytarz z masą ludzkich nóg, znów biało i nowe kwiczące ludzkie paszcze. Wysiadka. Rozglądam się po nowej kociej przestrzeni, myślę sobie- gites, tamten dom był spoko, a ten jest jeszcze większy! No tak, ale nie cały dla mnie- okazało się, że mieszkają w nim bestie! Gruby kot Mafijny, zwany dla niepoznaki Minią i jego głupawy pomocnik Koń, zwany przez ludzi Psem. Człowiek A zachował zimną krew i szybko zabrał mnie od tych potworów. Niedługo po tym traumatycznym doświadczeniu wróciliśmy do DUŻEGO KOCIEGO DOMU nr I i niemal zapomniałem, że to wydarzyło się naprawdę, niestety nie na długo... Okazuje się że  człowiek uważa to za punkt honoru bym integrował się z tym zwierzęcym pospólstwem i "odwiedzamy" większy koci dom całkiem często.


Wakacyjna przerwa nieubłaganie się kończy- wydoroślałem, dostaje jedzenie dla starych kotów smakuje tak samo jak to dla młodych ale ma nowsze bardziej interesujące opakowanie.
Zauważyłem że ludzie powoli zaczynają rozumieć co to znaczy KOT DOMOWY . 
KOT domowy to na pewno nie kot który wychodzi na światło dzienne zewnętrzne- kilkakrotnie zostałem do tego zmuszany pomimo że darłem się wniebogłosy drapałem i wykonywałem ruchy epileptyczne w celu pozostania na miejscu… niestety… ostatni raz zabrali mnie do tzw. lasu. Gorąco wszędzie ta okropna trawa i ohydne tzw. motyle które niestety SĄ szybsze od najszybszego kota na świecie którym się czuję. Ostatnio jak ludzie wychodzą to chowam się by przypadkowo sobie o mnie nie przypomnieli. W wakacje zostałem też chwilowo adoptowany przez starsze wersje A i B znośni woleli się nie wychylać a ja jak zwykle królowałem … do zobaczenia na dniach.

wtorek, 2 czerwca 2009

ziew II

Kontynuując wspomnienia- nie odkryłem jeszcze dokładnie mojego apartamentowca, a wylądowałem w ciemnym kocim terytorium, z kocykiem do spania usadowionym pomiędzy kuwetą a miskami z amciu. Darłem się całą noc, w końcu takie nieporozumienie nie mogło ujść ludzkiej uwadze. I nic. Moi ludzie zniknęli! Pojawili się ponownie rano wpuszczając mnie na „ich” terytorium. Szybko zaznaczyłem je kupką (ohyda, ale czego się nie robi dla zdobycia skrawka przestrzeni). To strategiczne działanie wywołało skutek odwrotny od planowanego- spędziłem kilka kolejnych nocy w pomieszczeniu, które później będziemy nazywać toaleto-jadalnią. Przy okazji odkryłem, że teren ten jest większy niż się wydaje. A raczej byłby, gdyby nie jakaś zapora ograniczająca dostęp do wielkiej, białej przestrzeni zakończonej dziurką. Przestrzeń ta z czasem okazała się niezwykle wroga, mianowicie ludzie co jakiś czas napełniają tę przestrzeń niezmierzoną ilością picia które o zgrozo zamiast wypijać, to moczą się w nim! Z czasem zauważyłem że ten dziwny rytuał ma na celu doprowadzenie do oczyszczenia się , kilkakrotnie pokazywałem jak to można zrobić w bardziej cywilizowany sposób tylko i wyłącznie za pomocą języka ale zignorowali mnie. Co za marnotrawienie płynów, co za głupota!. Ale wracając do wrogiej przestrzeni, ludzi strasznie bawi gdy jestem cały mokry, wszelkie złośliwości typu „pochlap go” sprawiają im wieka radochę, a mnie to po prostu wkurza. Pewnego wieczora, gdy A i B byli już w swoim legowisku postanowiłem zbadać owa przestrzeń gdzie bywa owe picie czasem, ale z reguły nie. Traf chciał ze tym razem jakiś ludź picie pozostawił; na mojej szczęście w ilościach pół-łapy, więc cały brzuch miałem mokry. W innym wypadku bym się utopił i co wtedy?! tylko 6 żyć by mi pozostało. Ufffff od tamtej pory staram się omijać to cudaczne cos w toaleto-jadalni, względnie co jakiś czas popchnę piszczącą żółtą gumę z dziobem co stoi na straży białej przestrzeni by sprawdzić czy nie zniknie ale nie znika. Choć i tak ostatnio znów się nabrałem, gdy biała miękka piana zaczęła się ze mną przedrzeźniać- bo w końcu mokra nie była, ale nikt na kocie wąsy nie ostrzegł mnie, że to tylko przykrywka dla picia!




niedziela, 31 maja 2009

ziew I

Chyba wreszcie dorosłem na tyle, by rozpocząć jakieś życie towarzyskie, bo w końcu ludzie jak ludzie, bywają znośni, aczkolwiek bariera językowa jest spora- miauczeć to oni nie potrafią a ja nie będę się poświęcał i gadał po ludzkiemu przecież w końcu kotem jestem (i byłoby to głupie). Dlatego z nadmiernej ilości czasu postanowiłem założyć bloga, jakkolwiek redagować go mogę jedynie gdy domowników nie ma (ich reakcje zwykle są dość dziwne gdy zasiadam do komputera podczas ich obecności). Najbardziej cieszą się, jak siedzę i gapię się w okno, a protestują, gdy tylko zaczynam robić coś naprawdę kociego- ale o tym innym razem. Ale od początku i w skrócie co by się przedstawić, bo na wstępie z reguły należy się przedstawić, przynajmniej tak mi się wydaje bo jak przystało na kota dobre wychowanie mam w małym pazurze tylnej prawej łapy. (B uważa, że to naprawdę mało skoro się w pazurze mieści ale mi wystarczy).
Nie pamiętam zbyt dokładnie początku, pojawiłem się tu jakoś wtedy gdy na dworze jest jakoś tak biało i zimno i się psa z domu nie wygania nawet (ja bym wywalił! o tak!). Mój „Mały pierwszy koci dom” z rudym i czarnym był dość inny niż ten teraz. Przede wszystkim był zabawnie mały jak nazwa wskazuje, w sumie było żarcie i to całkiem niezłe ale ciągle te dzieciaki zaglądały przez okienko do nas i chciały mnie jak i resztę tarmosić- jakim prawem ja pytam jakim prawem? Dość szybko pojawił się człowiek B którego podstępem moim kocim wzrokiem zahipnotyzowałem, co by mi kupił dużo żarcia. Tak się rozpędził że nawet mi nowy dom kupił z drugim człowiekiem, zwanym A. Jako ze przestrzeń większa a dzieci wcale to się przeprowadziłem na salony. „DUŻY KOCI DOM” 
Dom z człowiekiem A i człowiekiem B. Na początku dom był większy z czasem zaczął się zmniejszać, nie wiem o co w tym dokładnie chodzi ale np. taka szafka- mieściłem się pod nią a teraz szafa jakoś zmalała i mieszczą się tam tylko moje nieznośne piłki które wcale nie mają zamiaru wyjść. Podobnie jest z innymi meblami. Dziwne. W domu są 4 pomieszczenia toaleta połączona z jadalnią, 2 place zabaw i dziwny pokój z przejściem do innego wymiaru. Gdy tam wchodzę od razu krzyczą, że mam wracać. No wiem, boją się ze tam mi lepiej będzie? ale o tym też kiedy indziej. Jak tylko znów uda mi się dorwać komputer pod nieobecność człowieka A i B, napiszę więcej. Teraz czas na am.